LOKALNE HISTORIE

Art Book Studio

03.06.2020
Fyrtel Market

Art Book Studio to kawał historii poznańskiego rzemiosła. To historia tradycji, pasji oraz sztuki. Grzegorz Lewandowski opowiedział nam o fascynującej, prawie 100-letniej historii najstarszej introligatorni w Polsce.


Historia za Państwa introligatornią jest bardzo długa i bogata. Proszę nam o niej powiedzieć. 

Jesteśmy wyjątkową rodzinną firmą, najdłużej, nieprzerwanie działającą introligatornią, nie tylko w Poznaniu czy w Wielkopolsce, ale w skali całego kraju. Wszystko zaczęło się latem 1921 roku, gdy Bronisław Lewandowski z sukcesem zakończył rozmowy handlowe z Georgiem Pfeifferem. I jak mówi pierwsza ulotka reklamowa firmy „objął na własność” Introligatornię na Koziej 4, a dokładniej na narożniku Koziej i Jezuickiej (dzisiaj Świętosławskiej). 1 lipca 1921 roku zrodziła się firma, która przez lata istnienia stała się legendą. Kolejne staromiejskie adresy pisały nowe rozdziały tej historii. Losy czterech pokoleń rodziny na trwałe splotły się z historią naszego miasta.


Pan Bronisław był nie tylko introligatorem, ale także działaczem społecznym.

Okres międzywojenny był dla introligatorni Bronisława Lewandowskiego czasem rozwoju i budowania własnej pozycji na rynku. Duch społecznika popychał go do działania w organizacjach introligatorskich. Zaangażował się w powstanie pracowni introligatorstwa artystycznego na Wyższej Szkole Sztuk Zdobniczych w Poznaniu (prekursorki dzisiejszego Uniwersytetu Artystycznego). Bronisław pisywał artykuły do branżowych pism, między innymi do Polskiej Gazety Introligatorskiej. Dynamiczny rozwój introligatorni zatrzymały dramatyczne wydarzenia II Wojny Światowej. Wtedy firma przejęta została przez Niemca Georga Saalmanna. W latach 1940 – 1945 Bronisław był majstrem pracując w swym zakładzie pod  niemieckim zarządem.


Jak potoczyły się losy Państwa zakładu tuż po Wojnie?

Po raz kolejny dramatyczne przeżycia zarówno miasta, jak i rodziny Lewandowskich splatają się w lutym 1945 roku, gdy Rosjanie wypalają kolejne staromiejskie kamienice. Taki właśnie los spotyka pierwszą historyczną siedzibę firmy. Z pogorzeliska udaję się uratować zaledwie kilka maszyn. Z tym dobytkiem firma odradza się na ul. 27 Grudnia 3. To najbardziej odległy od Starego Rynku adres w całej historii. Introligatornia funkcjonowała tam w latach 1945- 1950.


Przychodzą trudne lata 50-te.

Tak, to trudny dla prywatnej własności czas stalinowskiego terroru. Tylko dzięki fikcyjnemu podziałowi udaje się firmie oddalić widmo nacjonalizacji. Rok 1950, to rok kolejnej przeprowadzki. Tym razem rodzina Lewandowskich na długie lata trafia na najsłynniejszy adres – na Wroniecką 24. Ponad półwieczne funkcjonowanie właśnie pod tym adresem zapadło w pamięć i stało się dla wielu poznaniaków synonimem naszej introligatorni. Sama rodzina Lewandowskich wiąże z tym miejscem osobiste wspomnienia. To tutaj cieszyliśmy się z największych sukcesów zawodowych naszej rodziny: wielu otrzymanych nagród i wyróżnień. Przeżywaliśmy też smutki czy rodzinne tragedie, jak śmierć nestora rodu Bronisława Lewandowskiego w 1963 r. To właśnie po jego śmierci zarządzanie introligatornią objęli trzej synowie: Tadeusz, Henryk i Janusz, którzy wspólnie kontynuowali dzieło ojca. W 1993 roku umiera Henryk Lewandowski czyniąc niepowetowaną stratę dla całego polskiego rzemiosła artystycznego.


Cóż stało się z firmą po śmierci Henryka?

Pozostali bracia stojąc na czele firmy przeprowadzają ją przez okres polskiej transformacji ustrojowej i z powodzeniem wprowadzają w gospodarkę rynkową. W roku 2006 po raz kolejny przyszło nam zmienić siedzibę. Z powodu rewitalizacji kamienicy przy ul. Wronieckiej zmuszeni byliśmy znaleźć nowe lokum. Wybór padł na pobliską ul. Maszatalarską. Introligatornię w tym czasie prowadzi już trzecie pokolenie Lewandowskich: Marek i ja – wnukowie założyciela. Następuje rok 2009 – rok przełomu. Decyduję się na samodzielne prowadzenie firmy na ul. Gołębiej 3.


Państwa firma jest w tym miejscu do dziś. 

Tak, od tego czasu introligatornia wraca do swych artystycznych korzeni. W Art Book Studio powstają unikatowe realizacje artystyczne dla odbiorców z wielu krajów. Introligatornia oferuje ręcznie wykonywane oprawy historyczne i współczesne. Na indywidualne zamówienia powstają księgi pamiątkowe, albumy, portfolia czy notesy. Wszystkie realizacje wykonane są zgodnie ze sztuką i tradycją przekazywaną w rodzinie Lewandowskich od ponad 90-ciu lat.


W działania zakładu angażuje się Mateusz, prawnuk założyciela firmy – Bronisława. 

Tak, Mateusz rozwija nowy dział introligatorni zajmujący się projektowaniem i wykonywaniem kart menu. Realizacje te łączą w sobie świeżość pomysłów, nowoczesność technologii i solidność wykonania płynącą z rodzinnej tradycji. Odwiedzając naszą siedzibę, przy odrobinie szczęścia, możecie Państwo spotkać się z najstarszym przedstawicielem introligatorskiego rodu – Januszem Lewandowskim, który mając 83 lata nadal czynnie uczestniczy w życiu pracowni!


Co jest najtrudniejszego w zawodzie introligatora?

Introligatorstwo to dziedzina rzemiosła artystycznego, dlatego wymaga od adepta tej sztuki specjalnych predyspozycji. Poza ogólnymi uzdolnieniami manualnymi wymaga ogromnych pokładów cierpliwości. Stałego doskonalenia poprzez udział w szkoleniach, czy śledzenia trendów w światowym introligatorstwie. Zawód ten to także stała szkoła pokory wobec własnych umiejętności, im dłużej uprawiam tą sztukę tym mniej jestem pewien własnych umiejętności. Choć oczywiście ma to bezpośrednie źródło w stale rosnących wymaganiach wobec samego siebie. I jeszcze jedno niezbędne jest do wykonywania tego zawodu, trzeba darzyć to zajęcie wielką bezgraniczną miłością…

 

Introligatorstwo wynika z pasji oraz tradycji, ale zapewne zmaga się też z zalewem bylejakości. 

Zawód ten ginie na naszych oczach. Należy, rzecz jasna rozgraniczyć introligatorstwo artystyczne, od powszechnych w tej chwili miejsc oferujących „natychmiastowe” oprawy np. prac dyplomowych. Dziś synonimem introligatorni, staje się punkt ksero, a pracownie które oferowały cokolwiek więcej znikają z mapy Poznania. W czasach gdy ja zaczynałem swoją przygodę z introligatorstwem w mieście było zarejestrowanych w Izbie rzemieślniczej czy w Spółdzielni Introligatorów kilkadziesiąt podmiotów gospodarczych. W chwili obecnej pozostało nas kilkoro.


Jak Pan myśli – wrócimy w Polsce do wykonywania dawnych zawodów?

We wstępie do tekstów u mieszczonych na mojej stronie internetowej napisałem : „W czasach gdy gust masowego odbiorcy kształtuje regał w markecie centrum handlowego, gdzie otoczeni jesteśmy kiepskiej jakości, lecz tanim produktem, nasza firma oferuje zgoła odmienne podejście do rzeczy. Tworzymy wyjątkowe rzeczy, dla wyjątkowych ludzi,”

Jak widać jednym z fundamentów firmy jest wiara w to, że tradycyjne zawody rzemiosła artystycznego odzyskają należną im pozycję i uznanie. Wraz z dynamicznym rozwojem pracowni, która następuje na przestrzeni ostatnich lat utwierdzam się w przekonaniu, że ten proces już następuje. Jako konsumenci wybieramy coraz świadomej produkty czy usługi lepsze, a nie tylko tańsze. To otwiera możliwości przed taką firmą jak moją, nigdy nie pragnąłem być najtańszy, zawsze natomiast staram się być najlepszy. I tą filozofię staram się zaszczepić mojemu synowi czy innym osobom z którymi tworzymy zespół Introligatorni Lewandowski


Prowadzą Państwo bardzo ciekawą inicjatywę – „Lecznica dla książek” – o co chodzi w tym pomyśle?

Staramy się ratować zarówno stare i cenne druki, jak również książki bezcenne tylko dla ich właścicieli. Naszymi najczęstszymi „pacjentami” są polskie książki z przełomu XIX i XX w. Staramy się ratować  wszelkie pozycje bez względu na ich wartość antykwaryczną, Za wieloma z tych książek stoi fascynująca historia ich właścicieli. Ksiażki, które do nas trafiają przechodzą nie tylko proces naprawy czy wymiany okładki, ale również pełną konserwatorską naprawę wkładów książki, czyli tego co czytamy. Niestety, ze względu na to, że jest to bardzo czaso i pracochłonny proces, terminy u nas na tego typu usługi są dość długie.


Kto jest najczęstszym klientem introligatorni?

Struktura Klientów zmienia się na przestrzeni ostatnich lat podobnie jak zmienia się sama firma. Jeszcze kilka lat temu głównym odbiorcą naszych usług były duże firmy czy urzędy administracji państwowej. Studenci stali w długich kolejkach by oprawić pracę. Lecz te czasy bezpowrotnie minęły. Teraz każdy z działów Introligatorni ma własnych specyficznych odbiorców,

Introligatornia tradycyjnie obsługuje firmy oferując oprawy dokumentów, różnego rodzaju teczki itp. Zaglądają do nas też doktoranci by oprawić dysertacje, które zwykle są zbyt obszerne by poradził sobie z tym punkt ksero. Lecznica to dział obsługujący bibliofili, antykwariuszy ale i oczywiście „zwykłych” posiadaczy książek potrzebujących pomocy. Z naszej opieki korzysta też wiele instytucji związanych z ksiązką jak np. dział zbiorów specjalnych Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu.

Art Book Studio to w tej chwili głownie marka wyjątkowych produktów artystycznych tworzonych w pracowni, Od książek artystycznych poprzez albumy, notesy, dostępne są poprzez naszą stronę internetową. Najbardziej dynamicznie rozwijającą się w tej chwili częścią Introligatorni Lewandowski jest dział Karty Menu Lewandowski zajmujący się  obsługą gastronomi i hotelarstwa.


Proszę powiedzieć coś więcej o tej gałęzi Państwa działalności.

Tworzymy karty menu, karty win czy płatniki kelnerskie, dla odbiorców, którzy cenią sobie przede wszystkim wysoką jakość produktu. Nowatorskie podejście, które nie oznacza stworzenia tylko okładek, ale traktujące każde zlecenie jako osobny proces. Pozwala nam to robić rzeczy wyjątkowe. Szczególną uwagę zwracamy na design produktu, dobór odpowiednich materiałów, tak aby nasze produkty nie były tylko zwykłymi kartami menu, tylko sztuką użytkową. Każde zlecenie to osobny projekt graficzny, osobny dobór materiałów, dzięki temu podczas trzech lat naszej działalności jako „Karty” nie stworzyliśmy dwóch identycznie wyglądających produktów. Spore sukcesy w tej dziedzinie zawdzięczamy również samym klientom, którzy szukają jakości i dobrego design, na szczęście rezygnując z tak kiedyś modnych segregatorów z koszulkami foliowymi, na rzecz naszych produktów.


Nie możemy nie zapytać o  najdziwniejsze zamówienie.

Tak naprawdę moim zdaniem nie ma dziwnych zamówień, są tylko wyzwania, a tych z racji tego, że jesteśmy bardziej grupą artystów niż rzemieślnikami podejmujemy się z przyjemnością. Wyzwaniem jest zarówno renowacja 500 książek z XIX w. dla Biblioteki Raczyńskich, jak również oprawienie albumu myśliwskiego z płaskorzeźbą dla klienta, który spędza czas na polowaniach w Afryce.

Choć może jedno było nieco dziwne … zrobiliśmy etui do sierpa i woreczka ziemi. Adresatem zamówienia był starszy Pan, potomek dawnej emigracji całe życie mieszkający w USA. Sierp pochodził z gospodarstwa a ziemia z pola, które było własnością dziadków leciwego emigranta, tak przynajmniej utrzymywał zleceniodawca. <śmiech>