LOKALNE HISTORIE

Po-Dzielnia

03.06.2020
Fyrtel Market

Po-Dzielnia to tzw. freeshop – czyli sklep, w którym wszystko jest za darmo. Po-Dzielnia to jednak również centrum edukacyjno-kulturalne, które stawia sobie za cel wydłużenie życia przedmiotów, ograniczenie konsumpcjonizmu, promowanie upcyklingu i umiejętności naprawiania przedmiotów. O szczegółach projektu opowiedziała nam jedna z jego założycielek – Daria Mielcarzewicz.


Dlaczego kupujemy rzeczy, które nie są nam potrzebne?

Daria Mielcarzewicz: Bo jesteśmy w pułapce konsumpcjonizmu. Bo wydaje nam się, że czegoś potrzebujemy albo nawet nie zadajemy sobie takiego pytania czy faktycznie potrzebujemy, tylko kupujemy bezmyślnie, „bo nas stać” (bo coś trzeba robić z pieniędzmi) albo dlatego, że jest promocja, albo dlatego, że chcemy poprawić sobie samopoczucie przez zrobienie sobie prezentu itd.


Jakie konsekwencje niesie za sobą takie podejście? Jak na bazie tych obserwacji postanowiliście zacząć działać, by zmieniać podejście ludzi do tego co kupują i ile kupują? 

Pierwszą konsekwencją konsumpcjonizmu jest właśnie ta pułapka, o której wspomniałam. Iskrą dla nas było zmęczenie rzeczami (rzeczozmęczenie) i świadomość ekologiczna, świadomość konsekwencji konsumpcjonizmu właśnie. Faktyczne działanie zaczęło się wraz z powstawaniem szaf Givebox, których w tej chwili jest już kilka w Poznaniu i okolicach. Działają na podobnej zasadzie jak Po-Dzielnia, łączy je ta sama idea. Jest nią przede wszystkim ograniczenie kupowania, propagowanie upcyklingu, promocja sharing economy, budowanie społeczeństwa obywatelskiego i świadomości ekologicznej, dopiero gdzieś potem pomoc społeczna.

 

Jakie były reakcje na postawione „giveboxy”? Sami zainicjowaliśmy postawienie w Poznaniu Miejskich Regałów Książkowych i ich odbiór oraz sposób użytkowania był bardzo zróżnicowany. 

Generalnie reakcje były bardzo pozytywne, bardzo prężnie zaczęły też działać grupy poszczególnych Giveboxów na FB. Stały się platformami wymiany. Na Wildzie, mimo że nie ma w tej chwili szafy, grupa facebookowa ciągle działa i gdy ktoś ma coś do oddania (albo czegoś szuka), to traktuje to miejsce jak tablicę informacyjną. To super, że idea wymiany działa.

Oczywiście, że walczymy też przy szafach z bałaganem (czasami nawet wandalizmem), ale coraz więcej osób jednak też pomaga dbać o szafy, czuje po prostu wspólną odpowiedzialność za dobro społeczne, którym taki Givebox jest.


Postawienie kilku „giveboxów” to jedno, ale własny lokal, to już inna bajka. Własne miejsce było dla Was zawsze marzeniem i celem, czy raczej pojawiło się w konsekwencji wcześniejszych działań? 

Nie snuliśmy planów o freeshopie, o lokalu. Robiliśmy swoje. Aż przy okazji, w biegu i na ostatnią chwilę, wypełniliśmy wniosek konkursowy. W konsekwencji tego otrzymaliśmy lokal od miasta na Głogowskiej 27. Potem dowiedzieliśmy się, że mieliśmy sporą konkurencję (ponad trzydzieści innych inicjatyw ubiegało się o ten lokal w ramach konkursu Pireusa). No i wtedy trzeba było się ogarnąć i zacząć organizować!